Kiedy rozpakowywaliśmy świąteczne prezenty, mój pięcioletni syn krzyknął: „Tak! Druga mama dotrzymała obietnicy!”. Po długiej ciszy mój mąż w końcu się odezwał.

„Kim jest ta druga matka?” – zapytałam.

Simon spojrzał na nas oboje, nagle niepewny. Radość zniknęła mu z twarzy – wyczuł, że coś jest nie tak.

„Mój tata ją zna” – powiedział. „Czasami przychodzi. Powiedziała mi, żebym się nie martwił”.

Nie martw się.

Te słowa wciąż rozbrzmiewały mi w głowie. O co mogłabym się martwić?

„Mike” – powiedziałam spokojnie. „Czy zechciałbyś mi wyjaśnić?”

Wpatrywał się we mnie, a w jego oczach migotała panika. Otworzył usta, ale nie wydobył z siebie żadnego dźwięku.

„Powiedziała, że ​​jedziemy na wycieczkę” – dodał cicho Simon. „Ja, ona i tata. Musisz pracować, mamo, tak powiedziała”.

Wycieczka.

Z trudem panowałam nad głosem. Nie wybuchnęłam przy dziecku.

Simon skinął głową na znak zgody.

W końcu odezwał się Mike.

„Porozmawiajmy w kuchni”.

Zgodziłem się. Gdy tylko drzwi zamknęły się za nami, odwróciłem się do niego.

Jeśli chcesz kontynuować, kliknij przycisk pod reklamą.