„Przepraszam” – powtórzyła Linda, tym razem ciszej. „Nigdy nie chciałam tego jeszcze bardziej utrudniać”.
„Wiem” – odparła Sarah. „Zadzwoń, jak tylko będziesz czegoś potrzebować”.
Rozłączyła się i wpatrywała w telefon.
Porwana.
Kevin opowiadał ludziom, że porwała jego rodziców.
Tych samych rodziców, których zostawił na pastwę losu.
Tych samych rodziców, których dom sprzedał i których pieniądze zatrzymał.
Ta bezczelność zaparła jej dech w piersiach.
Zakończyła zmianę na autopilocie, jej dłonie poruszały się w znajomym rytmie mierzenia ciśnienia i wypełniania karty pacjenta, a myśli krążyły jej w głowie.
Kiedy wróciła do domu, Harold siedział w salonie ze starym telefonem Dorothy z klapką na kolanie. Podniósł wzrok, gdy weszła, z napiętą twarzą.
„Dzwonił” – powiedział Harold.
„Kevin?”
Harold skinął głową.
„Co powiedział?”
„Że powinniśmy wrócić do domu” – powiedział Harold z goryczą. „Że nami «manipulowaliście». Powiedział, że się martwi i próbuje nas znaleźć”. Harold prychnął. „Śmiertelnie się boi. Ten sam człowiek, który zostawił nas na lodzie”.
„To nie wszystko” – powiedziała Sarah, siadając naprzeciwko niego. „Wpis o was dwojgu stał się viralem. Ludzie zaczęli dowiadywać się, kim jest Kevin. Pisze w internecie, że uciekłeś z domu opieki. Że cię zabrałem”.
Harold zacisnął szczękę.
„To kłamstwo” – powiedział.
„Wiem” – powiedziała Sarah. „Ale jeśli będzie nalegał – jeśli zatrudni prawników – sprawy mogą się potoczyć źle”.
„Wtedy powiemy prawdę” – powiedział Harold stanowczo. „Powiemy każdemu, kto zechce słuchać, co dokładnie zrobił”.
„Czy jesteś gotów to zrobić?” – zapytała ostrożnie Sarah. „Porozmawiać z policją, może z sędzią? Zgłosić sprawę, jeśli będzie trzeba?”
Harold milczał przez długi czas. Z kuchni dobiegał śmiech Emmy i Dorothy z żartu, brzęk kubków, skrzypienie starego krzesła.
„To mój syn” – powiedział w końcu Harold. „Moje jedyne dziecko. Przez pięćdziesiąt lat go chroniłem. Wymyślałem wymówki. Obwiniałem siebie. Obwiniałem Valerie. Obwiniałem jego pracę, jego stres – wszystko, tylko nie jego”.
Spojrzał na Sarę, a ona dostrzegła, że jego oczy stwardniały.
„Skończyłem go chronić” – powiedział Harold. „Jeśli będzie chciał walczyć, to mu to zrobię”.
„Może nie musi” – powiedziała powoli Sarah. „Opinia publiczna jest już przeciwko niemu. Jeśli będzie tak dalej postępował, tylko pogorszy sprawę”.
„Nie znasz Kevina” – powiedział Harold. „Kiedy czegoś chce, nie rezygnuje”. Nie obchodzi go, jak to wygląda ani kogo boli. Po prostu to bierze.
„Czego on chce?” zapytała Sarah. „Mówiłeś, że nie ma już pieniędzy, prawda?”
Przez chwilę coś przemknęło przez twarz Harolda – może poczucie winy albo strach.
„Harold” – powiedziała cicho Sarah. „Czy jest coś, o czym mi jeszcze nie powiedziałeś?”
Powoli wypuścił powietrze, niczym powietrze uchodzące z przebitej opony.
„Jest konto” – powiedział. „Dorothy o nim nie wie. Otworzyłem je czterdzieści lat temu, kiedy zmarł mój ojciec. Zostawił mi niewielką kwotę. Odłożyłem ją i nigdy na nią nie spojrzałem. Zostawiłem je tam, na procent, na wypadek gdybyśmy naprawdę go potrzebowali”.
Sarah poczuła ukłucie strachu.
„Ile?” „
„Ostatnim razem, kiedy sprawdzałem” – powiedział Harold, przełykając ślinę – „to było jakieś sto osiemdziesiąt tysięcy dolarów”.
Sarah odchyliła się do tyłu.
„A Kevin o tym wie?”
„Nie powiedziałem mu” – odparł Harold. „Ale może przeglądał papiery, kiedy sprzedawał dom. Może znalazł jakieś stare oświadczenie. Skoro wie… to dlatego przyjeżdża. Nie dlatego, że nagle się o nas martwi. Ale dlatego, że chce tych pieniędzy”.
„Czy ma do nich prawo?” – zapytała Sarah.
„To jest tylko na moje nazwisko” – odparł Harold. „Zawsze tak było. Ale jeśli uda mu się przekonać sąd, że nie jestem w stanie samodzielnie zarządzać swoimi sprawami… – Jego głos ucichł.
– Powinien dostać kuratelę – powiedziała powoli Sarah. – Musiałby udowodnić, że nie potrafi samodzielnie podejmować decyzji. To nie jest łatwe.
– Mam osiemdziesiąt trzy lata – powiedział cicho Harold. – Moja żona ma diagnozę, która jest wpisana w jej dokumentacji medycznej. Jak trudno byłoby, twoim zdaniem, sprytnemu agentowi nieruchomości z pieniędzmi i prawnikami przekonać kogoś, że „lepiej nam” będzie pod jego kontrolą?
Sarah chciała się kłócić, ale nie mogła. System miał chronić osoby bezbronne, ale w swojej pracy jako pielęgniarka widziała wystarczająco dużo, by wiedzieć, że nie zawsze działa tak, jak powinien.
– Co chcesz zrobić? – zapytała.
Harold spojrzał w stronę kuchni, gdzie ponownie rozległ się śmiech Dorothy.
– Chcę ją chronić – powiedział po prostu. – Tylko tego zawsze pragnąłem. Aby zapewnić jej bezpieczne miejsce, do którego może się udać, gdy świat staje się zagmatwany. Aby mieć pewność, że…
