W chwili, gdy Lucas Turner opuścił salę konferencyjną,
znalazł się w samym środku ważnego posiedzenia zarządu, na którym zgromadzili się inwestorzy, analitycy i partnerzy z całego świata. Jako najmłodszy miliarder technologiczny w Seattle, jego sama obecność budziła szacunek.
Nagle zawibrował mu telefon: wiadomość głosowa.
Nadawcą był jego młodszy brat, Adrian.
„Mama i tata nie czują się dobrze” – powiedział Adrian, starając się brzmieć swobodnie. „Po prostu muszą być sami”.
Lucas zamarł.
Rodzice nigdy go nie unikali.
Nigdy nie musieli być sami.
A Adrian nigdy nie dzwonił bez powodu.
Nie pytał o pozwolenie.
Po prostu wstał przed oszołomionym tłumem i powiedział:
„Muszę wyjść. Jest problem w domu”.
Po czym wyszedł, ignorując oszołomione twarze za sobą.
Godzinę później był już w swoim prywatnym odrzutowcu, lecącym do Yakimy.
Ostry kontrast z wartą milion dolarów rezydencją.
Ledwo Lucas postawił stopę na brzegu, a deszcz już siąpił po asfalcie.
Poszedł prosto do dzielnicy swoich rodziców.
Ciąg dalszy na następnej stronie
