„Mogłabym w tym roku upiec mojego słynnego indyka” – powiedziałam, zatapiając się głębiej w skórzanej kanapie Michaela. „Tego z szałwiowym nadzieniem, które uwielbiała twoja matka. Pamiętasz, jak zawsze mówiła, że jest lepszy niż u jej babci?”
Słowa unosiły się w ciepłym powietrzu między nami, mieszając się z zapachem drogich, waniliowych świec Isabelli.
Michael stał obok mnie, a jego obrączka błyszczała w świetle ich pięciometrowej choinki.
Jego postawa się zmieniła, ramiona napięły, jakby przygotowywał się na szok.
„Tato” – powiedział cicho – „obawiam się, że nie będziesz tu mile widziany na święta”.
Te słowa uderzyły mnie jak młot kowalski.
Mrugnęłam, przekonana, że się przesłyszałam.
„Co masz na myśli? Dlaczego miałbym nie być mile widziany?”
Michael unikał mojego wzroku, jego wzrok utkwiony był w marmurowym stoliku kawowym – tym, który pomogłam mu wybrać zeszłej wiosny, kiedy Isabella uznała, że ich stare meble nie są wystarczająco szykowne.
„Rodzice Isabelli przyjeżdżają i… woleliby, żeby cię tam nie było”.
Zmarzł mi w dłoniach.
„Woleliby, żeby cię tam nie było” – powtórzyłam.
ciąg dalszy na następnej stronie
Jeśli chcesz zostać dłużej, przejdę do następnego stolika albo kliknę na otwartą książkę (>) i skontaktuję się z DELA na Facebooku.
