Miliarder żartobliwie prosi kelnerkę o poradę finansową, ale jej pierwsze słowa pozostawiają go bez słowa.

„Mój syn coś jeszcze zepsuł” – powiedziałem. „Zaufanie przede wszystkim. Ale miłość… trudniej ją zabić”.

Potem pracowaliśmy w komfortowej ciszy, oboje skupieni na liczbach, które oznaczały o wiele więcej niż tylko zyski i straty. Uosabiały nadzieję, odkupienie i możliwość naprawy tego, co zostało zepsute.

Odbudowa firmy była niezaprzeczalna. Przychody się ustabilizowały. Długi były spłacane terminowo. Zyskowne inwestycje przerosły oczekiwania. Ale kampania Webba nabierała tempa.

„Wnosi o kolejne posiedzenie zarządu” – powiedział Harrison, czytając e-mail. „Nadzwyczajne spotkanie, aby omówić bieżące obawy dotyczące decyzji zarządu”.

„Niech to zrobi” – powiedziałem. „Teraz mamy przewagę liczebną”.

O północy Harrison zamówił taksówkę, żeby mnie odwiozła do domu. Kiedy zbierałem papiery, dotknął mojego ramienia.

„Katherine” – powiedział – „dziękuję. Nie tylko za poradę finansową, ale także za zrozumienie”.

„Nie dziękuj mi jeszcze” – odparłem. „Musimy jeszcze uratować naszą firmę i mam przeczucie, że Webb jeszcze z nami nie skończył”.

Część 3
Chwila, której się obawiałem, nadeszła we wtorek rano w kwietniu. Przeglądałem prognozy, gdy James wpadł do sali konferencyjnej z oczami pełnymi paniki.

„Pani Wells” – powiedział – „agenci FBI szukają pani w holu”.

Byłem w szoku. Po dwóch latach myślałem, że śledztwo w końcu się zakończyło. Najwyraźniej ktoś powiązał Katherine Wells, konsultantkę, z Katherine Wells, która była zamieszana w aferę finansową.

„Czy mają mandat?” – zapytałem spokojniejszym głosem, niż się czułem.

„Nie wiem”. Pan Blackwell się tym zajmuje, ale nalegają na rozmowę z panią.

Szedłem do biura Harrisona z rezygnacją kogoś zbliżającego się do szubienicy. Przez szklane ścianki działowe zobaczyłem dwóch funkcjonariuszy w ciemnych garniturach, z twarzami pozbawionymi wyrazu.

„Pani Wells” – powiedział starszy funkcjonariusz, gdy wchodziłem. „Jestem oficer Martinez. To oficer Foster. Musimy omówić pani udział w trwającym śledztwie”.

„Jakim śledztwie?”

„Szpiegostwo przemysłowe i oszustwo finansowe. Uważamy, że posiada pani informacje istotne dla naszej sprawy”.

Ogarnęło mnie ogromne uczucie ulgi. Chcieli informacji, a nie mnie aresztować.

„Pani syn, Michael, współpracuje w naszym śledztwie” – kontynuował oficer Foster. „Dostarczył informacji o spisku z udziałem kilku firm finansowych, w tym pani byłej firmy”.

„Spisku?”

„Według zeznań Michaela, trzy lata temu zwrócono się do niego z propozycją zdestabilizowania niektórych firm konsultingowych. Celem było przejęcie ich bazy klientów i aktywów po obniżonej cenie.

Atmosfera była napięta. „Czy ktoś skontaktował się z Michaelem przed rozpoczęciem oszustwa?”

„Członek zarządu dużej firmy specjalizującej się w przejmowaniu firm z problemami finansowymi” – powiedział agent Foster. „Michael twierdzi, że ta osoba udzieliła mu instrukcji, jak przedstawić oszustwo jako problem firmy rodzinnej”.

Harrison zbladł. „Czy twierdzi pan, że Katherine była celem ataku?”

„Wierzymy, że tak. Oszustwo nie było przypadkowe; to był zaplanowany plan zniszczenia Wells & Associates, aby aktywa mogły zostać przejęte po okazyjnej cenie”.

Agent Martinez wyciągnął zdjęcie i położył je na biurku: Marcus Webb w czymś, co wyglądało na restaurację, siedzący naprzeciwko młodego mężczyzny, którego rozpoznałem jako mojego syna.

„Czy rozpoznaje pani tego mężczyznę, pani Wells?”

Wpatrywałem się w zdjęcie i nagle wszystko wskoczyło na swoje miejsce z przerażającą jasnością. „To Marcus Webb. Jest w zarządzie pana Blackwella”.

„Pan Webb jest obserwowany od sześciu miesięcy” – powiedział agent Foster. „Uważamy, że używał tej metody, aby przejąć kilka firm: siał chaos finansowy, a następnie skupował aktywa po okazyjnych cenach”.

Harrison gwałtownie wstał i podszedł do okna. „Właśnie dlatego próbuje mnie zmusić do odejścia. Jeśli Blackwell Enterprises zbankrutuje, będzie mógł je kupić”.

„Dokładnie” – powiedział agent Martinez. „Ale ponieważ pani Wells próbuje naprawić firmę, jej plan się nie udaje – dlatego potrzebujemy twojej pomocy”.

„Jakiej pomocy?” – zapytałem.

„Potrzebujemy cię na jutrzejszym posiedzeniu zarządu” – powiedział funkcjonariusz Martinez – „z ukrytym mikrofonem na głowie”.

Nadzwyczajne posiedzenie zarządu, zwołane przez Webba na następne popołudnie, było pełne ludzi. Webb przybył ze swoimi sojusznikami, wyraźnie zdeterminowany, by zadać ostateczny cios reżimowi Harrisona. Mikrofon, który miałem na sobie, ciążył mi na piersi, ale