„Mój klucz nie działa. Nie da się go otworzyć. Chyba wymienili zamek”.
Jej?
„Babciu, może ciociu Brittany”.
Potarłam czoło. „Nie wymieniliby zamka bez mojej wiedzy”. Pociągnęłam nosem. „Możesz wrócić do domu?”
Zerknęłam na zegarek. Jeszcze godzina, zanim będę mogła wyjść. „Kochanie, jesteśmy teraz zawaleni pracą. Zadzwoń do babci albo cioci Brittany. Pewnie są w domu”.
„Zadzwoniłam” – powiedziała cicho. „Nikt nie odbiera”.
„Próbuj dalej. Obiecuję, że ktoś wkrótce otworzy drzwi”. Kiedy połączenie się skończyło, stałam tam i powtarzałam sobie, że to nic takiego. Pomyłka. Wypadek.
Dwie godziny później sprawdziłam ponownie. Cztery kolejne nieodebrane połączenia. Jeden SMS: Mamo, chyba już są. Proszę, przyjdź. Ścisnęło mnie w żołądku. Zadzwoniłam do niej. Przerwała szloch. „Mamo, nie wpuszczą mnie”.
Mój głos był ostry. „Kto by nie wpuścił?”
„Babciu. Ciociu Brittany. Podeszli do drzwi. Babcia powiedziała, że już tu nie mieszkamy”.
Zamarłam. „Powiedziała mi, żebym przestała pukać. Powiedziała, że dramatyzuję”.
Coś ciężkiego i mrocznego wkradło się do mojej piersi. „Hannah, posłuchaj mnie. Jesteś bezpieczna?”
„Stoję pod lampą na ganku. Nadal pada”.
Jeśli chcesz kontynuować, kliknij przycisk pod reklamą.
